Poniższy post dedykuję wszystkim tym, którzy trafią na naszego bloga przypadkiem i/bądź nie będą wiedzieli o co tu w tym wszystkich chodzi.
Czym tak w zasadzie jest neopogaństwo?
Temat trudny do wyjaśnienia chociażby dlatego, iż nie ma nawet zgody w samej kwestii nazewnictwa. Niektórym “neopogaństwo” źle się kojarzy i w ogóle nie używają takiego określenia woląc zwykłe “pogaństwo”, jeszcze inny używają zupełnie innych określeń na to w co wierzą nie lubiąc przypinania etykietek. Jednakże jest to temat na zupełnie osobny artykuł i być może kiedyś się go podejmię.
Wracając do postawionego pytania. Z pewnością nie jest tylko religią, a także stylem i sposobem na życie, filozofią, życiową drogą, światopoglądem. Opierającym się na dawnych, przedchrześcijańskich wierzeniach, szacunku do Natury, uznaniu iż Boskość nie musi zawierać w sobie jedynie męskiego pierwiastka i wierze w magię, ale rozumianą tutaj bardziej jako manipulację energią, a nie rzucanie fireballami.
Cechy, które tutaj wymieniłam są bardzo ogólne, ale współczesne pogaństwo jest nurtem tak różnorodnym, iż znalezienie elementów wspólnych dla wszystkich wierzeń jest sprawą niezwykle trudną.
Przyjrzyjmy się dokładniej poszczególnym cechom.
Mówiąc o przedchrześcijańskich religiach mam na myśli wierzenia celtyckie, greckie, nordyckie czy słowiańskie, a także egipskie, hinduskie, szamańskie czy sumeryjskie. Zazwyczaj wybieramy jeden krąg kulturowy z którego czerpiemy swą wiedzę o mitologii i religii. Nie oznacza to oczywiście, że wierzymy dokładnie tak jak dawni wyznawcy. Nasza wiedza jest większa niż kiedyś, zatem nie możemy stwierdzić, że np. grzmoty wywoływane są przez Zeusa. Stąd opieramy się na dawnych wierzeniach, a nie ślepo postępujemy tak jak ludzie kiedyś.
Natomiast szacunek do Natury najczęściej związany jest z wiarą w to, iż przyroda zawiera w sobie boski pierwiastek, a także z uznaniem wiecznie odnawiającego się cyklu życia i śmierci tak doskonale widocznego w Naturze.
Boskość w naszych wierzeniach jest pełnią, zawierającą zarówno pierwiastek żeński i męski. Nie jest tak, iż któryś z nich dominuje bądź w ogóle go nie ma.
Wiara w magię. Tak jak napisałam na początku - nie uważamy, że jesteśmy w stanie przywołać ognistą kulę, bądź latać. Magia jest czymś zdecydowanie bardziej subtelnym. To delikatne wpływanie na rzeczywistość poprzez rytuały bądź modlitwy do Bogów. I z całą pewnością nie zadziała jeśli tylko czegoś sobie zażyczymy i nic więcej nie będziemy z tym robić. Magia ma pomóc, naprowadzić na właściwą drogę, a nie całkowicie za nas rozwiązać sprawę.
Mam nadzieję, iż to krótkie wyjaśnienie co nieco rozjaśni w co wierzymy.
Pierwszy Głos
sobota, 25 grudnia 2010
czwartek, 23 grudnia 2010
Dualizm i relatywizm w kwesti Zła.
Problem zła nurtował mnie, od kiedy zaczęła się moja “droga” poganki. W mojej katolickiej rodzinie wszystko było jasne: za zło odpowiedzialny był Szatan i grzeszni, źli ludzie, jemu się poddający. Powiedzmy sobie szczerze, że był to bardzo naiwny obraz dobra i zła, za to przystępny. Sporo obecnych teologicznych, chrześcijańskich opracowań zła, niestety od tego modelu również nie odbiega, (acz na szczęście nie wszystkie). Powoduje to, że niewykształcony w zagadnieniach metafizycznych, przeciętny katolik, jak niegdyś ja sama, wciąż żyje z uproszczonym ale łatwiutkim, obrazem świata, skoro tylko “uczeni w Piśmie” go w tym wspierają. Słysząc to samo w swojej parafii i domu rodzinnym, myślałam, że wiem, co to dobro i zło i skąd się bierze. Jednak stopniowo powstały we mnie pytania, które doprowadziły ostatecznie do tego, iż mój chrześcijański model świata nieodwracalnie runął, a wraz z nim sterylny podział na białe i czarne. Powstało we mnie coś w rodzaju pustej przestrzeni. Nie zadowalały mnie krótkie, enigmatyczne odpowiedzi zamieszczone w pogańskich “podręcznikach“(o ile można je tak nazwać). Nawet dzisiaj poganie mają tendencję do traktowania problemu zła, co najmniej po macoszemu. Brak odpowiedniego teologicznego opracowania tej fundamentalnej kwestii doprowadził nas do relatywizmu, może nawet i słusznego, lecz kompletnie nie odpowiadającego na odwieczne pytanie “unde malum?”. Nasz pogański relatywizm odnośnie zła, pada w momencie, gdy zło nas dotyka i przestaje być czysto teoretyczne. Jeśli sami czynimy zło i go doświadczamy, nie możemy powiedzieć, że niegodziwość zależy wyłącznie od postrzegania jednostki i obiektywnie nie istnieje. Byłoby to nieludzkie i pozbawione empatii, jak również niezrozumiałe, ponieważ pogański panteizm zakłada współodczuwanie z całym istnieniem. Odczuwając zło, nie możemy się od niego oderwać, zawsze będziemy w nie wplątani. Nie jesteśmy w stanie oprzeć uczuć o “punkt widzenia”. Nie umiemy być bezstronni wobec czegoś w czym sami emocjonalnie i fizycznie uczestniczymy. Sama zasada obiektywizmu to uniemożliwia. Muszę przy tym wspomnieć że, nie potępiam relatywizmu. Na każdą sytuację z udziałem zła, składa się szereg doświadczeń, sytuacji oraz motywów i nie możemy wszystkiego wrzucić do jednej szuflady. Ale nasze poczucie krzywdy, czy nasze wyrzuty sumienia, pragną dla siebie usprawiedliwienia i wytłumaczenia. Nawet jeśli konkretne sytuacje powodowane są przez zauważalne okoliczności i możemy powiedzieć, co jest powodem krzywdy i cierpienia, to pewne “rodzaje zła” pozostają nadal absurdalne, przynajmniej dla śmiertelnego człowieka. Właśnie dlatego uważam obecny pogański relatywizm za niewystarczający, ponieważ nie odpowiada na pytania “skąd” i “po co“, pytania zadawane wręcz instynktownie w momencie doświadczania zła. Jeszcze gorszy od relatywizmu jest dualizm, w który również popadamy. Przez dualizm rozumiem wizję świata, w którym Istoty Wyższe to światło, dobroć i jasność a zło hasa sobie po świecie, bogowie wiedzą skąd i czemu, skoro nie istnieje jego praprzyczyna. Jestem zadeklarowaną panteistką, jak większość pogan i cała Natura jest dla mnie odbiciem boskości. Skoro jest w niej zło, czemu nie ma go wobec tego w Bogach i duchach a wszystkie modlitwy wychwalają tylko dobroć Bogów?
Takie pytania tkwiły we mnie bardzo długo, obsesyjnie domagając się odpowiedzi. Z jednej strony bardzo pragnęłam zaakceptować i pojąć ciemność (jakże niemożliwe życzenie!) z drugiej bardzo się przed tym broniłam. Myśl o okrutnych bóstwach budziła we mnie lęk. Ostatecznie symbolom ciemności, szczególnie Szatanowi i kwestii zła poświęciłam wiele lat moich rozmyślań. Dwa lata pracy naukowej pod okiem, co tu kryć, mistrzyni zagadnień metafizycznych, przyniosły przełom. I to przełom ostateczny. Nie zamierzam opisywać tu moich doświadczeń ani odkryć. Po pierwsze słowa są niewystarczającym znakiem, po drugie miejsce zła w naszym życiu to sprawa tak ważna i osobista, że każdy powinien dochodzić do swoich wniosków sam, ewentualnie z niewielką pomocą mentora, który nie daje gotowych odpowiedzi lecz mówi, gdzie można je znaleźć.
Szkoda, że nie istnieją dobre pogańskie opracowania na ten temat, na pewno wiele by wniosły do rozwoju naszej młodej religii. Jednak jest wiele naukowych czy filozoficznych ksiąg, które są wspaniałe i mądre. Nawet z niektórych chrześcijańskich myśli, poganin może wyłowić wiedzę, jeśli tylko będzie umiał dokonać selekcji i rozdzielenia, tego co ewidentnie chrześcijańskie od tego co, po prostu ludzkie. Wiele rzeczy na tej drodze poznania jest niezmiernie gorzkich, wiele oczywistych, wiele niosących nadzieję.
Jest jednak coś o czym powiem, chociaż wejdziemy tu w pole moich osobistych przemyśleń i z pewnością nie uda mi się wyrazić wszystkiego, tak jak bym tego chciała. Pragnę bowiem przestrzec was przed niebezpieczeństwem wspomnianego już dualizmu. Dualizmu, który wyznaje nieoficjalne, “ludowe” chrześcijaństwo, a za którym niestety idzie w ślady pogaństwo, szczególnie zaś Wicca, chociaż oczywiście nie cała. Jest to szczególny, określony wyżej dualizm i proszę nie wrzucać do tego worka każdej gnozy. Taki “ludowy” dualizm to najstraszliwsza broń, ponieważ usprawiedliwia naszą niedoskonałość i nieprawość. Zamiast szukać dla niej rozwiązań i jak radzi rzetelna psychologia asymilować ją, rozumieć i ostatecznie przetwarzać, dualizm jest idealnym narzędziem by wyrzucać, odtrącać i spychać. Jednak nie da się wypchnąć fragmentu własnej duszy. To co się otrzymuje jest więc szczególnym rodzajem hipokryzji polegającym na zaprzeczeniu własnego zła. Wyobraźcie sobie człowieka, który jest nałogowcem. Nie jest to trudne do wyobrażenia. Powiedzmy, że pije na umór, bije przez to żonę i dzieci, traci pracę i popada w konflikty. W świecie w którym Stwórca, tworzy człowieka z natury dobrego i Sam jest czystą miłością, agresja i nałóg alkoholika są czymś absurdalnym. Zło musi pochodzić z zewnątrz, bo przecież w Stwórcy nieprawości nie ma. Jak prawa istota może stworzyć coś tak złego? Skąd zło, skoro nie ma podstawy swego istnienia? Jak pisze chrześcijański teolog Adolphe Geshe, w takim ujęciu “zło było zaskoczeniem dla Boga” (i co wtedy z wszechmocą i wszechwiedzą bożą, panie Geshe?) Jeśli zaś zło pochodzi z zewnątrz, to nie jest bezpośrednią winą zepsutego pijaka, że tłucze żonę. To “zły Bóg”, “negatywna energia”(!) wdarła się w jego życie, jest jego wrogiem, pragnie jego zniszczenia i odbiera mu wolę. Spotkałam wielu ludzi, którzy wszelkie niepowodzenia uzasadniali zewnętrznymi okolicznościami, co najczęściej było ich wielką tragedią, uniemożliwiająca pozytywną przemianę. Dostrzec w sobie zło, to krok naprzód. Naprawdę rację mają ci chrześcijanie, którzy mówią, że są grzeszni. Nie chodzi tu przecież o to, aby iść przez życie z wiecznym poczuciem winy, lecz mieć po prostu świadomość, że bywamy za równo narzędziem zła jak i jego przyczyną a niedoskonałość leży w naszej naturze. Jeśli uświadamiając sobie własne zło, postawimy potem drugi krok, dla poganina nie będzie to wcale oznaczało życia w winie, lecz wielką wewnętrzną przemianę. Ale drugi krok już każdy musi zrobić sam. Pogański dualizm jest o tyle mniej niebezpieczny, iż nie tworzy bezpośredniego “kozła ofiarnego“. Nie ma diabła, Szatana, jest jakieś zło ale o nim się nie mówi. I dzięki niech będą bogom, że chociaż tyle. Kozioł ofiarny, jedyny wróg, to najgorszy wynalazek ludzkości i stałe źródło przemocy. I dlatego tak rozumiany dualizm to zbrodnia religii. Złe rozumienie symbolu demona i personalizowanie tego symbolu, przyniosło ludzkości więcej ofiar niż holokaust (nawiasem mówiąc, również oparty na schemacie “jedynego wroga”). Aby wyjaśnić ten paradoks pójdźmy dalej, przykładem pijaka bijącego żonę. Jako wyznawca dualizmu zaczyna szukać zła na zewnątrz, nie zastanawiając się nad sobą. Dochodzi do wniosku, że winien jest diabeł. Ponieważ diabła nie można uchwycić, a trzeba za wszelką ceną go zniszczyć, trzeba poszukać wszelkich jego przejawów. A co jest przejawem diabła? Satanizm, magia, pentagramy, “fałszywe religie”, opętani, innowiercy, homoseksualiści, Rosjanie, Żydzi, Masoni itd. itd. Rodzi się ksenofobia, fanatyzm, agresja. Teraz wyobraźmy sobie, że pijak ma córkę, która jest Wiccanką. Odkrywa to i uznaje, że to ona sprowadza na dom nieszczęścia, dzięki czemu tłucze ją jeszcze bardziej. Od tej pory ma pod ręką stałego kozła ofiarnego, żyje w spokoju swego sumienia i pewnego dnia umiera tak marnie jak żył. Chyba, że wcześniej córka wyniesie się z jego życia i zostawi go z nierozładowanym poczuciem winy, co być może doprowadzi go do choroby psychicznej czy skrajnej frustracji. Posiadanie kozła ofiarnego to wielki komfort psychiczny, pozwalający, przelać całą winę, napięcia i konflikty na kogoś innego, lecz zatrzymuje nas w miejscu, więzi i nie puszcza dalej, czyniąc jednocześnie straszliwą krzywdę drugiej osobie. To prawdziwy diabeł.
Nie będę oczywiście ukrywać, że mówię tu, w jakiś szczególny sposób za Rene Girardem. Ktoś mógłby zapytać, jak możesz być poganką i zgadzać się z Girardem?! Otóż w bardzo prosty sposób. Nie przyjmuję jego wszystkich teorii na wiarę i nie uznaję mitu za świętość. Każdy lepiej wykształcony humanista jest w stanie wskazać palcem, ten fragment mitu, w którym mówi już tylko kultura i tradycja. W Biblii jesteśmy w stanie zrobić to samo. Teorię o “pierwotnej wersji mitu” Girarda uznaję za mocno naciąganą, nie istnieją na to żadne naukowe dowody, jedynie jego domysły, które mają przyznać chrześcijaństwu pierwszeństwo. Uznaję, że Ukrzyżowanie nie jest jedyną demaskacją kryzysu ofiarniczego, co mimochodem przyznaje sam Girard mówiąc o Sokratesie. Girard oczywiście zaznacza, jakie to było nieistotne w skali świata, żeby czasem nie podważyć swojej misternie utkanej teorii. Przyjaciele Tolkiena, którzy nie wiedzieli co zrobić z mitami o miłości do człowieka i poświęceniu, nazywali je ładnie “prekursorami chrześcijaństwa”, żeby się je dało jakoś upchnąć. Ale czy Buddę, który oddał swoje ciało na pożarcie, dzieciom lwicy, by nie dać im zginąć z głodu, możemy uznać za prekursora chrześcijaństwa? Mało prawdopodobne. Oczywiście można powiedzieć, lew to wszak nie człowiek, dowodząc jednak w ten sposób, że nie rozumie się metafory. Uznając nawet dosłowność tej przypowieści, należy pamiętać, że w filozofii pogańskiej świat Natury jest pełnoprawny. Miłością darzony jest nie tylko człowiek, lecz całe istnienie. Wszak Cernunnos poddaje się śmierci za wszystko i wszystkich. Z mojego punktu widzenia, te mity, mają takie same prawa i nie muszą być prekursorem czegokolwiek lecz stanowią one osobne byty. W moim osobistym panteistycznym odczuciu są nawet wyższe, bo darzą bezgraniczna miłością, nie tylko samego człowieka lecz wszystkie stworzenia. Ostatecznym dowodem jest zaś dla mnie historia chrześcijaństwa i opowieści o świętych, w których od kryzysów ofiarniczych aż się roi, co zresztą sam Girard również zauważa.
Tyle wystarczy, chociaż czuję, że nawet nie musnęłam tego o czym chciałam napisać, za to wprowadziła wiele zamieszania i jeszcze więcej pytań i niedopowiedzeń. Jak wspominałam, jest to temat na tyle osobisty, że nie mam odwagi sądzić tutaj o swojej nieomylności i wolę poddać ten temat luźnej refleksji. Wszystko zostawiam wam pod rozwagę, tylko z tą prośbą byście nigdy, nie dali się zadowolić byle czym.
Pozdrawia Was, Drugi Głos.
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Już wkrótce ruszamy.
Witaj!
Jeśli zawędrowałeś tu przypadkiem, to dowiedz się, że ruszamy 22-23 grudnia i będziemy kolejnym blogiem o tematyce pogańskiej. Usłyszysz tu Trzy Głosy, które namieszają ci w głowie i wprowadzą w Twoje uporządkowane (czyżby?) życie nieco Chaosu. Głosy powiedzą ci trochę o kulturze i historii pogańskiej, o pogańskiej etyce, o społeczeństwie, w którym żyjesz, a czasami będą ćwierkały razem z Muzami. Pogderają na tematy świeckie i oświecone, zagłębią się w myśli antropologiczne, pobawią się trochę z Panią Psychologią. Będą starały się być rozważne, lecz czasem będą nieco bezczelne, mogę ci to obiecać na pewno. Więc jeśli uważasz, że nie straszna ci schizofrenia myśli, to wpadnij tu po Yule i posłuchaj o czym będzie się tu szeptać.
Pozdrawia Cię Głos Drugi i życzy Ci wesołego Yule!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
